niedziela, 30 grudnia 2012

Nie samymi ciastkami człowiek żyje

... i od czasu do czasu można zjeść lizaka ;-)
Jako przerywnik w maratonie chorób oraz by zapobiec całkowitej demolce mieszkania przez dzieci,odbyliśmy wczoraj ciekawą wycieczkę w równie słodkie i kolorowe miejsce. Natalka "ukręciła" sobie lizaka, Nikodem wysmarował się tak, że sam lizaka przypominał a ja... też miałam frajdę, bo uśmiech nie znikał z twarzy dzieciaków.


Tutaj nasza ciasteczkowa ekipa w okrojonym składzie (bez fotografa)


  Natalka w asyście personelu rozpoczyna pracę            Tutaj robi "kręciołka"


... a taki słodki kotek powstał jako uwieńczenie jej pracy. Mały cukiernik mi rośnie ;-)

Wieczór minął bardzo miło i choć nie udało nam się zaparkować na warszawskiej Starówce, by zobaczyć z bliska magiczną choinkę, to przez okno samochodu stojącego w korku także nieźle się prezentowała ;-)


4 komentarze:

  1. Słodko i "bosko" to wygląda :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ale bym zjadła takiego wielkiego lizaka!

    OdpowiedzUsuń
  3. Rośnie Ci następczyni, będzie miał kto kontynuować ciasteczkową tradycję! :)))

    OdpowiedzUsuń